neeeeew

Nowy rok, nowa ja – przydatna akcja czy totalny bullshit

Znowu to samo. Zewsząd jesteśmy zasypywani wszelkiego rodzaju wpisami motywacyjnymi, bo przecież nadchodzi nowy rok; najlepsza okazja ku zmianom, spełnianiu marzeń, podsumowaniom i zestawieniom dosłownie każdej płaszczyzny naszego życia. ”Osiągnęłam tyle i tyle”, ”znowu zmarnowałam cały rok życia”, ”nadal nie znalazłam potencjalnego kandydata na męża, potnę się zaraz”, etc. Ciężko jest nam, żyjąc pod taką presją otoczenia i starając się jeszcze do tego ogółu dopasować, całkiem to zignorować i dalej spokojnie żyć sobie po swojemu. Mimowolnie powstaje nam w głowach jakiś ranking i zaczynają się tworzyć rozczarowania, bo przecież nie udało nam się osiągnąć każdego celu, nie ruszyliśmy do przodu w danej dziedzinie lub choćby nadal nie poznaliśmy nikogo ciekawego, a tak narasta frustracja i powstają kolejne listy marzeń, planów i celów, których i tak – nie oszukujmy się – nie zrealizujemy. Tkwimy w pułapce, z której udaje wyjść się nielicznym.

Najważniejszym celem jest wyjście z pułapki

Powinniśmy dokonywać zmian tylko wtedy, kiedy mamy na to ochotę i czujemy na nie gotowość. Nie wtedy, kiedy czujemy presję, bo przecież koniec roku, taka świetna okazja i każdy chce w sobie coś zmienić. Nie uważam, że tworzenie list jest złe. Przyznaję, że sama z nich korzystam. Należy jednak pamiętać o tym, że…

Możemy utworzyć je w dowolnej chwili, bez konkretnego powodu i daty

Nie potrzebujemy do tego żadnego katalizatora. Motywacja nie powinna pochodzić z presji otoczenia, szumu mediów i bezmyślnego naśladowania grupy. To my wybieramy moment, kiedy chcemy odmienić swoje życie i wcale nie musi to być symboliczna data. Bez żadnego problemu możemy utworzyć listę celów 13 stycznia, bo tak. Sami też wybieramy datę, kiedy zaczniemy te cele i plany realizować. Najważniejsze, to nie dać się sfiksować, nie ulegać presji czasu w tak ważnych kwestiach, nie mówiąc już o ślepym podążaniu za tłumem, na co od dłuższego czasu mam alergię. Natomiast w przypadku, kiedy w tej realizacji coś nam się nie powiodło, nie musimy czekać rok do kolejnego wielkiego wydarzenia, bez problemu można ponowić starania choćby tydzień później.

Dobrze przemyślcie też, co konkretnie chcecie zmienić lub czy w ogóle chcecie zmian. Często okazuje się, że tak naprawdę są one zbędne i dobrze jest tak jak jest ;)

Ściskam Was mocno i całuję,

R.N.

10 comments on “Nowy rok, nowa ja – przydatna akcja czy totalny bullshit

  1. Witaj!
    wydaje mi się, że jeśli jest jakiś sposób dzięki któremu możemy stać się lepsi i spełniać małymi lub wielkimi krokami swoje marzenia to warto z niego korzystać :)
    oczywiście tak jak piszesz to zupełnie nie musi być żadna konkretna data. Jednak jeśli komuś ma to pomóc, jak najbardziej :)
    Róbmy postanowienia i stawiamy się lepsi!
    Ale nie na pokaz i nie dla innych Ale tylko dla siebie żeby sobie a nie innym pokazac swoją wartość.

    Pozdrawiam Ciepło!

  2. Dla mnie postanowienia noworoczne raczej nigdy nie miały głębszego sensu, bo od zawsze byłam zdania, że nie potrzebuję czekać do Sylwestra, aby coś zmienić na lepsze w swoim życiu. Dla wielu ludzi jednak Nowy Rok jest idealnym bodźcem, który skłania ich do działania i w zasadzie nie ma w tym nic złego :) Oczywiście jak już coś postanawiamy, to fajnie byłoby plany zrealizować, aczkolwiek nie każdy ma w sobie tyle wytrwałości i raczej stąd ten cały szum i zadyma ;)

    1. Każdemu życzę samoistnego zmotywowania się, ale to prawdziwa sztuka i zwykle nie jest długotrwała, nie każdy też to potrafi. Na szczęście wszystkiego można się nauczyć ;)

  3. Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Zmiana w naszym życiu może nadejść w każdym możliwym momencie bez względu czy jest to poniedziałek czy nowy rok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *