prayer-1926473__340

Nie jestem „katolem”

Religia jest dziś po prostu niepopularna. Katolików miesza się w dzisiejszych czasach z błotem dosłownie wszędzie. Telewizja, prasa, miejsce pracy, spotkanie towarzyskie – przyznaj się a fala hejtów uderzy z wielu stron. „Wszyscy katole są tacy sami” … otóż NIE ! Nie każdy Katolik jest „katolem” tak jak „nie każdy chłop z widłami to Posejdon”.


Obraz w treści 7

 

Włączasz dla odstresowania telewizorek z nadzieją na odmóżdżenie po pracy. Liczysz na jakieś ciekawe tematy w programach informacyjnych, niestety i tym razem się przeliczyłeś. Wielkie afery albo małe regionalne pierdoły. Na koniec reportaż o bandzie niebezpiecznych 80-cio latków przywdzianych w charakterystyczne wełniane nakrycia głowy. Z oburzeniem myślisz – rycerze wiary linczują niewinnego reportera, a później w kościółku będą się modlić, ach Ci „katole”. Masz dość. Gdyby nie to, że telewizor jednak trochę Cię kosztował z chęcią przypieprzyłbyś w niego pilotem.

Ten to „Katol”

Ludzie z dużą łatwością zaliczają wszystkich Katolików do tej wytykanej dziś grupy naszego społeczeństwa. Kim oni właściwie są? Nie mają zasadniczo wiele wspólnego z krzewieniem wiary i postawą iście chrześcijańską, choć twierdzą, że są idealni w tych aspektach. Manifestacje poglądów często okraszone są wręcz bojową postawą. Wychodzą na ulice, krzyczą piękne hasła, a każdego kto ma inne zdanie przemiło zastraszą wizją piekła. Zadziwiające jest to, że w większości w podeszłym wieku są bardziej energiczni niż by się wydawało. Jeśli akurat nie są na jakiejś manifie to w tramwaju też uraczą cię miłym słówkiem kiedy okazuje się, że mimo wielu wolnych miejsc akurat to, na którym siedzisz jest jedynym dobrym. Często też zajmują dwa miejsca, w końcu siaty czy mobilne jednostki zakupowe też lubią sobie posiedzieć.

W życiu prywatnym są przemiłymi babciami czy dziadziusiami, matkami, żonami, ojcami i mężami. Spokojni i pełnymi uprzejmości na co dzień. W obliczu uciśniajacych kościół heretyków potrafią przerodzić się niczym Hulk w groźne bestie. Mają „zaściankowe” poglądy, których potrafią bronić z wielką gorliwością a smaczku dodaje fakt, że zawsze potrafią wytłumaczyć swoje zachowanie ideologią. Im starsi tym bardziej ostentacyjni i zatwardziali w swoim zachowaniu. Dyskutować z nimi nie ma sensu, przecież i tak zakrzyczą.

Codzienne modły i wizyty w świątyni są elementem dnia, bardzo ważnym elementem. W między czasie obgadywanie sąsiadki … znaczy rozmowa o problemach grzesznej kobiety z przyjaciółką. Pouczanie innych odnośnie wychowania dzieci. Nawet robienie na złość innej sąsiadce ma na celu „wyższe dobro”. Tak właśnie widzisz ich Ty.

img1

Klapki moje czy twoje?

Może zastanawiałeś się kiedyś „dlaczego”. Po jaką cholerę taki „katol” chodzi na te manify? Czemu postawa agresywnego chama to częsta odsłona walki z niewiernymi. Może czasem wpadło Ci do głowy i nie chce już wyjść, że to po prostu taka faryzejska religia. Otóż nie! Religia nie ma tu nic do rzeczy. Każda rewolucja ma swoich ojców i swoje dzieci.

Ci „katole” jak ich często raczysz nazywać, przy okazji obrażając każdego kto wierzy w myśl wiary chrześcijańskiej, to dzieci rewolucji. Rewolucja ojców ma jednak kilku. Z reguły są dwie strony barykady, ciemna i jasna. W dzisiejszych czasach raczej obie są ciemne, tylko jedna ciemniejsza od drugiej. Po jednej stronie „oświeceni” walczący z „nieistniejącym tworem”, po drugiej Ci co walczą z tymi pierwszymi. Dopóki nie zastanowisz się co nimi kieruje klapki będziesz miał tak samo jak „Ci katole”.

Mistrzu prowadź

Jak stado wiedzione przez jednego barana tak dzieci rewolucji prowadzą ich ojcowie. Każda rewolucja niesie za sobą pozornie idee, w rzeczywistości chodzi jednak o wpływy i własne interesy. Tu właściwie są dwa stada.

Jedno wiedzione wizją społeczeństwa ograniczonego ideologią czczonego „nieistniejącego tworu”. Ukazanie tego „absurdu” ma niejako oddzielić inteligencję ceniącą sobie logikę od plebsu pochłoniętego zabobonami. Przeciwstawienie sie zasadom przeciwnika ma wyzwolić ducha walki o wolność. Aborcja – ależ oczywiście, każdy ma prawo do decydowania o swoim ciele. Eutanazja – to nie zabójstwo, to ukojenie cierpienia. Związki jednopłciowe – natura nie zawsze wie co robi. Seks poza małżeński – no przepraszam, z życia też chciałbym mieć przyjemności. Przykładów można by mnożyć.

Drugie stadko jest ogarnięte strachem przed rozpustnym i pełnym zła uciskiem. Zniesienie religii w szkołach, ograniczenie przywilejów duchownych, nowomoda gender, homofobia i feminizm, zatracenie wartości, adopcje w związkach partnerskich, zatracenie wartości rodziny.

W obu przypadkach idee są tylko narzędziem do kierowania stadkiem. Im ono jest większe tym większe są i wpływy.

Obraz w treści 10

Pomysł dobry, wykonanie do dupy

Ponieważ sam całkowicie odbiegam od pierwszego stadka, ich wolności sa dla mnie nie zrozumiałe i sprzeczne z moim systemem wartości, nie będę się skupiał nad jego ideami. Bliskie mi są jednak argumenty drugiego stadka. Tak, otwarcie uważam, nasz obecny świat przez zatracenie wartości, na których opiera się Chrześcijaństwo spada na psy.  Stacza się też jednak na dno właśnie przez „katoli”. Pytanie tylko, czy to nie jest tak, że bronią swoich poglądów prowadzeni w zły sposób, przez nieodpowiednich ludzi? Podkreślam, ludzi a nie instytucję czy religię. Przekonani o zagrożeniu dla ich idei przeciwstawiają się obierając niewłaściwe metody. Agresywne manify nie są dobrym środkiem na walkę z upadkiem wartości. Nie tędy po prostu droga, tak nie można bronić swoich racji.

Jestem Katolikiem nie „katolem”

Chodzenie na manify, codziennie do kościółka czy hejcenie bezbożników nie czyni nikogo Katolikiem! Kiedy nie będziesz „katolem”? Kiedy przestaniesz wstydzić się tego w co wierzysz, do świątyni zaczniesz chodzić bo tam właśnie dobrze się czujesz spotykając „Jego” a nie na pokaz, kiedy zaczniesz zauważać swoje upadki, a nie wytykać je innym, wtedy właśnie doświadczysz prawdziwego Chrześcijaństwa.  Obrona wartości, ale z szacunkiem dla innych, to coś do czego powinien dążyć prawdziwy Katolik.

A tak na zakończenie, kiedyś od kogoś mądrego usłyszałem : nie mów o Jezusie, żyj tak by sami pytali Cię o niego. (o. G :P ) Prawda, prawda, prawda ! (chociaż czasem bardzo trudno tak żyć )
Obraz w treści 11

Eugeniusz z przypadku

13 comments on “Nie jestem „katolem”

  1. Nie lubię wypowiadać się na temat mojej religii. Uważam, że mówienie o swoim wyznaniu powinno być indywidualne. W każdym razie wpis ciekawie napisany.
    Pozdrawiam, Wiktoria.

    1. Nie powinno być tematów tabu, nawet jeśli chodzi o religię powinniśmy o niej rozmawiać, choć oczywiście rozumiem :)

  2. Według mnie rozmowa o religii to idealny pretekst do kłotni, lepiej nie dyskutować i wierzyć w to się chce i nie narzucać nic nikomu. Według mnie religia powinna łączyć a nie dzielić i krzywidzić.

  3. Ogólnie przyznaję tekst nie jest lekki jednakże nie chodzi tu o samą religię bezpośrednio a o obnażenie ludzi, dla których właśnie religia jest pierwszym powodem do kłótni ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *