fffff

20 zespołów i wykonawców bez których życie byłoby bezsensem, cz.I

Czas na trochę popkultury. Usiądźcie sobie wygodnie, wyjmijcie ulubiony trunek i wyrzućcie Wasze problemy w cholerę. Dziś chciałabym Was trochę rozpieścić i przedstawić Wam 20 najbliższych memu sercu wykonawców i zespołów, które stale katuję. W tym celu przeszukałam dokładnie zawartość wszystkich moich grających sprzętów i wybrałam tych, których utworów mam najwięcej. Postaram się też jakoś w miarę logicznie uzasadnić swój wybór i wystawić im rekomendację, abyście mogli się z nimi zapoznać, ewentualnie uzupełnić braki.

Kilka dni temu miałam okazję toczyć zażartą dyskusję o muzyce ze starszym i bardziej doświadczonym kolegą. Usiłował mi zarzucić, że za bardzo żyję klasykami i jestem zamknięta na nowe muzyczne doznania, z czym zgodzić się ciężko, ale jest w tym trochę prawdy. Chyba po prostu marny ze mnie eksperymentator i zawsze wracam do poniżej wymienionych wykonawców.

Listę podzielę na 2 części; najpierw skupię się na zespołach zagranicznych, a polskimi zajmę się już w innym wpisie. Odprężcie się i zaczynajmy ;).

1. Radiohead.

Tych panów nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Za co najbardziej ich lubię? Za prostotę, miłe dla ucha brzmienie, głęboki tekst i oczywiście za ich największego klasyka, który widnieje poniżej. Do nich zawsze mogę wracać, chociaż nie zawsze potrafię słuchać. Tylko w czterech ścianach, tylko wieczorami i najlepiej w towarzystwie jakiegoś dobrego napitku ;).


2. Lana del Rey.

Absolutna bezkonkurencyjna królowa. Jedna z nielicznych kobiet, jakie słucham. Melancholijna, nostalgiczna i z dozą niebanalnego romantyzmu. Jej piosenki to czysta magia i podróż do równoległego świata. Czasem nawet się z nią utożsamiam, bo z tych wszystkich wykonawców to ona jest mi najbliższa.
I choć pod jej adresem powędrowało sporo zarzutów, nadal jej słucham i czuję się jak smutna nimfa w wianku :D.


3. Pink Floyd.

Nie byłabym sobą, gdyby ich tu nie było. Nie chcę Wam na siłę robić reklamy. Po prostu posłuchajcie i sami dowiecie się, dlaczego warto ich znać.


4. Depeche Mode.

Czasem są kontrowersyjni, a Dave to dobry materiał na całą trylogię filmową, ale tym bardziej mnie do nich przyciąga. Polecam na każdą okazją. Czy to niewinna domówka, czy samotny wieczór – niezawodni.


5. Nick Cave & The Bad Seeds.

Musiałam. Polecam szczególnie do porządnego wylewu łez, a głos Nicka jest w stanie wynagrodzić Wam każde cierpienie. Próbka poniżej.


6. David Bowie.

Kiedy już się oczyścicie ten pan się Wami zajmie. Energiczne i wpadające w ucho piosenki, do których chce się wszystkiego! Rozkręcą każdą imprezę i roztopią każde serce :D.


7. Massive Attack.

Lubię i szanuję nad życie. Umilają mi podróże i redukują cierpienie przy nauce. Odkryłam ich dopiero na studiach, z delikatną pomocą kolegi i od tej port katuję ;).


8. The Animals.

Kto ich nie zna? Stają się już historią, którą warto poznać, a ich muzyka jest ponadczasowa ;).


9. Oasis.

Choć słucham dużo zespołów ich przekroju, zdecydowałam się akurat na ten. Ich utworów mam najwięcej i dozuję sobie o każdej porze dnia i każdym nastroju. I wiecie co? Wychodzi mi to na dobre i zwiększa wydajność :D.


10. The Doors.

A ich wielbię za całokształt. Gdyby byli religią, pewnie bym wyznawała.
So… This is the end.

Pominęłam jeszcze wielu wspaniałych, ale chciałam zmieścić się w narzuconym przez siebie limicie. Druga część niebawem. Piszcie w komentarzach Waszych ulubionych wykonawców, chętnie poznam :).

Trzymajcie się, Kochani!

R.N.

58 comments on “20 zespołów i wykonawców bez których życie byłoby bezsensem, cz.I

  1. Tak sobie teraz myślę, że jedno co łączy wszystkie wymienione zespoły / wokalistów, to charakterystyczna dla konkretnego wykonawcy maniera śpiewania (niepodrabialna, jedyna w swoim rodzaju).

  2. Nie da się ukryć znam wszystkie zespoły aż sobie posłucham i wrócę do wspomnień. Bardzo lubię i zgadzam si ę bez nich życie byłoby bezsensem :] Pozdrawiam

  3. Wszystkich znam, miło było posłuchać dobrej muzyki :) ja bym dorzuciła The Rolling Stones za „Anybody seen my baby” (uwielbiam), The Offspring za całą dyskografię i The Verve nie tylko za „Bitter sweet symphony” :)

  4. wiesz ja z muzyka jestem na bakier, bo slucham glownie polskiego rapu prawda? ale prawie kazdy zespol ja tutaj znam i cos tam slyszalem z ich wykonan. i mysle ze to dobrze ze znasz i lubisz te zespoly, ale w dalszej wedrowce muzycznej warto byloby sie zaglebic bardziej i poszukac czegos mniej znanego. czegos moze bardzo oryginalnego ale co nie tak latwo juz znajdowac. no bo czolowke znalezc latwo, ale tych z tylu rownie wartosciowych to juz staje sie czlowiek powoli wyjadaczem. powodzenia :)

    1. Masz rację. Teraz zgłębiam też twórczość zespołów z gatunku psychodelic rock, które mają po kilkaset wyświetleń i trwają pół godziny. Godne polecenia i bardzo mało znane ;)

  5. Mam dwa zespoły, które ubóstwiam: Queen i Pink Floyd. Floydów uwielbiam nad życie za muzykę i teksty chociaż w dzieciństwie niektóre utwory mnie przerażały, jakieś dziwne dźwięki, nieregularne rytmy. W zasadzie nie lubiłam takiej muzyki. Miłość do Pink Floyd przyszła z wiekiem. Na szczęście! :)

    Będzie mi miło, jeśli zajrzycie do mnie.
    Pozdrawiam :)

    1. Doskonale Cię rozumiem bo obejrzenie w wieku 6 lat teledysku do Another Brick in The Wall było dla mnie traumą :D
      Zajrzymy, pozdrawiam :)

  6. oooo same ciekawostki :) jak tylko się dzieciaków pozbędę to popłynę ;)
    Massive attack oj jak ten kawałek swego czasu za mną chodził… nadal go uwielbiam
    a Depeche Mode nigdy nie lubiłam, natomiast teraz Enjoy the Silence lubię, pewnie to jakiś sentyment :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *