krr

Życie w Krakowie – szaleństwo czy przywilej?

Mija już prawie pół roku odkąd mieszkam w legendarnym mieście. Opuściłam rodzinny dom, najbliższych i szkolnych przyjaciół na rzecz wielkiej i niebezpiecznej metropolii . Wtedy dokładnie tak myślałam o Krakowie.
Można powiedzieć, że – jak większość studentów – rzuciłam się na głęboką wodę.
Muszę przyznać, że nie myślałam o mieszkaniu tu od samego początku. W liceum miałam totalny mętlik w głowie co do wyboru kierunku, uczelni i miasta, w których spędzę najbliższe lata mojego życia.
Kraków okazał się więc całkowitym przypadkiem, a decydując się na niego byłam przerażona jego wielkością, plotkami o czyhających tu na każdym kroku niebezpieczeństwach, odległością od domu oraz rozłąką z bliskimi.
Początki były najtrudniejsze. Pierwszego dnia miałam spore trudności z dotarciem na uczelnię! Byłam załamana, ale na ratunek przybiegł mi pewien przystojniak, który odprowadził mnie pod same drzwi :D!
Pierwsza podróż autobusem skończyła się klasyczną pomyłką przystanków, na pierwszą imprezę wybrałam się o godzinie 20.00 i z ciężkim sercem wróciłam z niej niedługo po północy z wyrzutami sumienia, że tak późno przebywam poza domem w tak wielkim i nieobliczalnym mieście.
Pierwszy raz na rynku całkiem się zgubiłam! Bałam się nawet płacić kartą i robiłam to z dużą dozą nieufności.
Najśmieszniejsze i najbardziej wstydliwe, co mogę wyznać to strach poruszania się samemu po zmroku z obawą i uważanie każdego przechodnia za potencjalnego nożownika.
Na uczelni też średnio sobie radziłam. Rozmawiałam z lwią częścią grupy, ale nie potrafiłam znaleźć sobie bratniej duszy.
Wkrótce nie miałam już chęci na nic, nawet apetytu nie odczuwałam. Miasto mnie przytłoczyło i kiedy myślałam, że następne 5 lat będzie istną katorgą – los odwrócił się o 180 stopni!
Nagle zaczęłam poznawać dużo nowych ludzi, nawiązywać liczne znajomości, bywać w klubach i czuć się w nich coraz swobodniej. Na uczelni sytuacja uległa ogromnej poprawie, utworzyliśmy grupę o silnych więzach między sobą i cały czas się ze sobą trzymamy.
Kraków od razu zaczął wyglądać przyjaźniej, a ja w nim czuć się jak ryba w wodzie. Zrozumiałam, że strach ma wielkie oczy i żadna z moich obaw się nie sprawdziła.
Teraz nie zamieniłabym go na żadne inne miasto. To, co tu przeżyłam zostanie we mnie już na zawsze ( oczywiście w dobrym sensie :D). Tak mocno przywiązałam się do miejsca i ludzi, że aż nieswojo jest mi w moim rodzinnym mieście. Fakt, że przeżyję w nim jeszcze co najmniej studenckie lata napawa mnie radością. Czuję, że odnalazłam swoje miejsce i nawet jeśli jest ono tylko tymczasowe to jestem pewna, że będę do niego wracać ;).
Polecam wszystkim niezdecydowanym przyszłym studentom i nie tylko :D!

R.N.

46 comments on “Życie w Krakowie – szaleństwo czy przywilej?

  1. Ja również studiowałam w Krakowie, najpierw na Akademii Sztuk Pięknych, a później w Krakowskiej Szkole Teatralnej i Filmowej. W przeciwieństwie do Ciebie w Krakowie czułam się bezpiecznie o każdej porze i praktycznie wszędzie chodziłam na piechotę – po moim mieście raczej poruszam się taxówkami.
    Uwielbiałam chodzić po muzeach i galeriach sztuki w Krakowie. Byłaś już w MOCAKu, MCK, NCK, Pałacu Sztuki, Bunkrze Sztuki, Muzeum Narodowym?
    Choć samo miasto zawsze wydawało mi się brzydkie i ponure :D
    http://altealeszczynska.blogspot.com

    1. Byłam niedawno w MOCAKu i przyznam, że zrobił na mnie świetne wrażenie, ale co do reszty do znajdują się na mojej liście :D. Teraz mam taką wielką chęć na zwiedzanie.
      Jeszcze zależy może co do konkretnego miejsca bo na dzielnicy, w której mieszkam czuję się bezpiecznie i jest naprawdę ładna, ale są takie miejsca, których szczerze się obawiam i staram się unikać ;).

  2. Życie w tym mieście jest tak jakby w warszawie tylko że to jest mniejsza metropolia. Jest też mały szkopuł bo wawa nie ma smogu aż takiego jak karków. I jest przede wszystkim piękniejszy

    1. Kraków ma przede wszystkim ten klimat, a Wawa to nowoczesność, wieczny pośpiech. Nie ma tego ducha :(

  3. Mieszkam w Krakowie już 20 lat i nie sądziłam, że można go postrzegać tak jak Ty z początku Twojego wpisu. Cieszę się, że udało Ci się znaleźć swoje miejsce, przyjaciół i czujesz się już dobrze :) Kraków jest naprawdę wspaniały i na pewno jeszcze nie raz Cię pozytywnie zaskoczy.
    Pozdrawiam!

  4. Życie w dużym mieście dla mnie ma więcej plusów niż minusów. Więcej możliwośći, można się rozwijać w większości dziedzin.

  5. Nigdy nie byłam w Krakowie, ale bardzo bym chciała tam pojechać. Może kiedyś mi się uda ;) Świetny post :)

  6. Chciałabym mieszkać i studiować w Krakowie jednak wiem, że jest to drogie miasto. Choć, jakie duże miasto jest tanie… Mam nadzieję, że kiedyś tam zamieszkam!

  7. uwielbiam Kraków! Szkoda tylko, że jest on tak daleko od mojego miejsca zamieszkania. To fakt że nie znając miasta czujesz się nie pewnie i ‚wyobcowana” jednak z poznawaniem go stajesz się coraz bardziej otwarta

  8. Ja opuściłam rodzinny dom na rzecz Warszawy dopiero po uzyskani licencjata. I mimo mieszkania z rodzicami korzystałam z pełni studenckiego życia. Po niecałym roku w warszawie rzuciłam się na głęboką wódę i wyjechałam za granicę.
    Myślę, że podejście do wielu spraw zależy od charakteru i dowagi, różni ludzie maja różną zdolność adaptacji i chęci (lub jej braku) do zmian…).
    Co do samego Krakowa – miasto jest piękne – o wiele piękniejsze niż głośna i wiecznie gdzieś biegnąca Warszawa :)

  9. Kraków jest piękny :). Ja osobiście bałabym się rzucić sama na taką „głęboką wodę” :). Do takiego dużego miasta więc podziwiam Cię :)!

  10. Fajnie, że się ogarnęłaś i czerpiesz z życia. Też niedawno się przeprowadziłem do dużego miasta i zachowywałem się trochę jak z lasu wyciągnięty.

    Oby ciągle do przodu. Powodzenia! :)

  11. Pomimo, że mieszkamy niedaleko Krakowa, to nigdy jeszcze w nim nie byłyśmy :/ A szkoda, bo jest piękny ^^ Super, że jesteś już taka samodzielna :) Buziaki ;*

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *