party

Studencki czwartek, piątek, sobota, ewentualnie cały tydzień…

Już sam tytuł nawiązuje do pewnego, fajnego, to mało powiedziane, (nie)pamiętnego dnia w życiu każdego studenta. Dla niewtajemniczonych to dzień imprez, promocji na barach… poznania nowych osób i… tak, nieogarniania i niepamiętania, a kolejnego dnia hello kac.
Zdarza się, że ta zabawa trwa nawet… około 12 godzin… wtedy jest grubo, ale przeważnie wraca się około 6 nad ranem.
Koniec wstępu, teraz rozwinięcie. O tym, że studenci lubią się napić (nie wszyscy, ale większość) każdy wie, ale to co dzieje się w klubach, gdzie pełne pomieszczenie jest w stanie upojenia alkoholowego i nie tylko… trzeba widzieć, żeby uwierzyć. Nagle komunikujemy się w każdym języku, częste zjawisko niczym smog nad Krakowem, nasz taniec jest lepszy niż popis zwycięskich par z Dancing With The Stars, a śpiewem przewyższamy wszystkich czołowych wokalistów. Tak, to jest to. Ten stan, gdy bawimy się w najlepsze, a na drugi dzień nic nie pamiętamy. To jest….. ciiii!!! To jest student, tego nie ogarniesz!
Jak śpiewał Ed Sheeran: The club isn’t the best place to find a lover… i tu nawet nie w 100%, a 20000% muszę się z nim zgodzić. Siedzisz sama przy stoliku, bo koleżanki poszły po piwo, nawet nie zdążysz zatęsknić za nimi, a już dosiada się do Ciebie pewien amant lub grupa amantów. Zrobiło się muzycznie, a więc dalej tym tropem… jak to często bywa osobnik do Ciebie wyskakuje z tekstem:
A siema, siema oczarowały mnie twego ciała wdzięki
Chciałbym się pobujać z Tobą w rytmie tej piosenki.

No i kultura nakazuje nie odmawiać, więc idziesz z nim tańczyć… i tutaj punkt kulminacyjny… Również jak w piosence. Ona zachwycona jego umiejętnościami nie tylko tanecznymi, ale i zwinnością języka, aż niemalże śpiewa:
Love me like you do, lo-lo-love me like you do
Touch me like you do, to-to-touch me like you do
What are you waiting for?

No właśnie, na co koleś czekasz? Czas płynie, impreza wielkimi krokami dobiega końca, co jest równoznaczne z pożegnaniem się z poznanym Panem. Wiecie time to say goodbye i I’m coming home, I’m coming home.
Podczas pożegnania oczywiście czułe słówka, obietnice kolejnego spotkania, przytulas i buziak na do widzenia… taaaak i to by było na tyle. Każdy rozchodzi się w swoją stronę bo, szczęśliwej drogi już czas. Wracasz na mieszkanie, co graniczy z cudem, idziesz spać, rano wstajesz i przypominasz sobie parę faktów. Myślisz, że nowy dzień zmyje pamieć, oj mylisz się, zdarzenia wracają i jest I can’t remem­ber to for­get you. Facet ma Cie gdzieś, ale Ty nadal o nim myślisz… spokojnie, po pewnym czasie to mija, i zachowujesz większy dystans do osób poznanych w klubach.
To opowiadanie jest oparte na faktach. Myślę, że da Wam do myślenia, nawet w minimalnym stopniu. A na koniec wpisu prosta, znana, ale uniwersalna rada don’t worry be happy.
PS. Życie jest piosenką, a zdarzenia słowami do niej.

AiB

2 comments on “Studencki czwartek, piątek, sobota, ewentualnie cały tydzień…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *