gfd

Co z dwulicowymi podludźmi – pogardzać czy olewać?

Na pewno każdy z Was nas zna taką osobę. Sztuczna, wkurzająca, miła tylko kiedy czegoś chce. Jest to najprostsza definicja dwulicowego podczłowieka.
Jeśli nauczyłam się czegoś w moim 19- letnim życiu to tego, żeby nie zakładać do klubów obcisłej mini i nie zadawać się z takimi właśnie wyżej wymienionymi przypadkami.
Zapewniam Was, że znajomość z nimi nie wniesie żadnych korzyści do Waszego życia.

Dwulicowość to cecha zgubna i brzmi dla mnie jak synonim desperacji. W wartościowym człowieku nie ma czegoś takiego jak zazdrość i nienawiść, nie słyszałam też o niczym na kształt desperacji.

Jeśli kogoś nienawidzicie i macie do niego jakiś uraz to nie odgrywajcie oscarowej roli cudownego przyjaciela, a za plecami schowany nóż. Miejcie szacunek choć do samych siebie.

Chore i nieadekwatne wydaje mi się również picie z tym ”wrogiem”. Jeśli coś do kogoś macie to nie wykorzystujcie przywileju dla znajomych i przyjaciół, jakim jest zacieśnianie relacji przy naszych ulubionych procentach.

Nie ma sensu udawać czyjegoś przyjaciela na siłę, a w myślach mu zazdrościć i życzyć jak najgorzej. Taki układ zniszczy najbardziej Was samych. Jeśli jesteście dla kogoś wredni to bądźcie wredni do samego końca. Żadnych dni dobroci, kiedy czegoś Wam potrzeba bo w ten sposób odzieracie się z godności. Też jestem człowiekiem i rozumiem, że nie da się przepadać za każdym i sama przyznam Wam to bez bicia – nie lubię wszystkich, nie da się lubić wszystkich. Niektórzy okropnie mnie wkurzają, niektórych z pewnych przyczyn i przewinień zmuszona jestem olewać, innych nawet wyrzuciłabym na bezludną wyspę, gdzie znajduje się plantacja ludożerczych roślin i chcieć nikt mi nie może zabronić, między innymi na tym polega wolność. Natomiast to muszę sobie przyznać i się pochwalić, że jeśli żywię do kogoś wyżej wspomniane emocje to robię to na całego i nie zwrócę się do takiej osoby po pomoc, nie będę udawać wielkiego przyjaciela. Należy pamiętać o zachowaniu choć krzty dobrego smaku. Nie będę z taką osobą topić smutków, oblewać sukcesów, zdobywać Antarktydy etc.

Rodzi się pytanie – olewać czy unikać?

Z natury nie gardzę ludźmi – chyba, że konkretnie zajdą mi za paznokcie. Pogarda to silne i niszczące uczucie. Szkoda na nią miejsca, czasu i energii. Takie osoby po prostu usuwa się z czasoprzestrzeni i nadal można delektować się smakami życia.

Już bardziej byłabym za olewaniem. Im mniej takich osób będzie wokół Was – a zapewniam, że przewiną się ich rzesze – tym lepiej będziecie sobie kochać, pić i spać. Odpowiednio się do takiego towarzystwa ustosunkujcie, wyrzućcie z mentalności i świećcie dalej ;)

R.N.

4 comments on “Co z dwulicowymi podludźmi – pogardzać czy olewać?

  1. Post widać, że pisany z serca wykorzystując zdobyte na swojej drodze doświadczenie życiowe(a ono liczy się najbardziej).

    Jestem z natury miłą osobą, pomogę nawet największemu wrogowi w problemie(cieszy mnie to, ale zaraz czasem sama sobie zadaję takim zachowaniem ból).

    Do wrogów na pewno po pomoc nie przychodzę, nie jestem dwulicowa i również jak Ty gardzę takimi ludźmi.

    Trzeba umieć postawić granicę jasno i wyraźnie i albo być szczerym, albo unikać, a nie zabawiać się kosztem siebie.

    Życzę Ci miłej niedzieli Kochana! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *